Osoby:Jerzy Łazewski
Date:Lipiec 18, 2012

Dwa razy dwa cztery

Monodram dostał pierwszą nagrodę na 32. OFTJA we Wrocławiu w listopadzie 2003 za najlepsze przedstawienie konkursowe i za najlepszy scenariusz autorski.

  • Dwa razy dwa cztery, czyli wszystko co piękne i wzniosłe

    Monodram na podstawie opowiadań Fiodora Dostojewskego „Zapiski z podziemia” i „Z powodu mokrego śniegu” w tłumaczeniu Gabriela Karskiego.

    Reżyseria: Małgorzata Szyszka
    Adaptacja tekstu: Małgorzata Szyszka i Jerzy Łazewski
    Scenografia: Jerzy Łazewski
    Opracowanie muzyczne: Małgorzata Szyszka
    Występuje: Jerzy Łazewski

    Problemy zła i tragicznych dziejów ludzkości, a także piękna, harmonii i niezniszczalnych marzeń o moralnym odrodzeniu świata stanowią krąg zainteresowań filozoficznych i estetycznych Dostojewskiego.

    Utwory, na kanwie których powstał spektakl, to charakterystyczne dla rosyjskiego pisarza analizy ludzkich postaw, indywidualizmu, nienawiści i okrucieństwa, próby dotarcia do najgłębszych postaw sfer ludzkiej osobowości.

  • Bohater w swym monologu za pomocą zręcznych paradoksów wyszydza determinizm historyczny i etykę rozumnego egoizmu, by następnie zakpić sobie z chrześcijańskiej etyki miłosierdzia. Życie mu wypełniają marzenia, fantastyczne sny na jawie, w których spotyka cudowną miłość, pokonuje nieprzezwyciężone przeszkody. Przychodzą jednak chwile zwątpienia i przeświadczenie, że przecież tak nie można spędzić życia, bohater zwierza się ze swej obawy, że nie będzie zdolny żyć życiem zwyczajnym, że stracił związek z rzeczywistością.

    Dostojewski przekonuje, że próby tworzenia programów społecznych i systemów etycznych są absurdem z założenia. Ponieważ oparte są na rozumie, podczas gdy motorem ludzkich zachowań jest zawsze nieprzewidywalny kaprys aktualizujący się poza granicami dobra i zła.

    Zarówno autor Notatek, jak i Notatki to, ma się rozumieć, fikcja. Niemniej takie postacie, jak autor takich notatek, nie tylko mogą, ale nawet powinny istnieć w naszym społeczeństwie, jeżeli weźmiemy pod uwagę okoliczności, w jakich się społeczeństwo kształtowało. ( Fiodor Dostojewski)

  • W sobotni wieczór na scenie teatralnej w Ognisku Polskim przy Exhibition Road przed londyńską publicznością wystąpił Teatr „Przeoczenie”, który przyjechał na zaproszenie Agnieszki Żebrowskiej. Powodem wystawienia „Dwa razy dwa – cztery, czyli wszystko co piękne i wzniosłe” był szczytny cel zbiórki pieniędzy zorganizowany przez Medical Aid for Poland Fund na rzecz Hospicjum w Krakowie przy ulicy Wielickiej 267.

    Monodram według scenariusza i reżyserii Małgorzaty Szyszki opracowano na podstawie opowiadań Fiodora Dostojewskiego: „Zapisków z podziemia” i „Z powodu mokrego śniegu”. Wystąpił Jerzy Łazewski, który przygotował także scenografię. Warto podkreślić także fakt zdobycia przez „Przeoczenie” pierwszego miejsca za najlepszy monodram w 2003 roku podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Jednego Aktora we Wrocławiu. Sądząc po reakcji publiczności, sukcesem zakończył się także sobotni spektakl, choć o powodzeniu tej sztuki mogło zdecydować już samo nazwisko autora, którego teksty wykorzystano.

    Problem zła, dobra, miłości i godności to tylko jeden z licznych kręgów zainteresowań filozoficznych Fiodora Dostojewskiego. Sobotni monodram powstał na podstawie wyjątków z opowiadań tego twórcy, który w tak bardzo charakterystyczny i głęboki sposób analizował ludzkie postawy, próbując dotrzeć do wnętrza ludzkiej osobowości. I choć czasami ta podróż przez kręte ścieżki ludzkiej psychiki przerażała, czasem budziła niepokój, a jeszcze innym razem dyskretny śmiech publiczności, we wszystkich chyba, w równym stopniu, prowokowała zamyślenie nad tym co tkwi w wnętrzu zwykłego człowieka. 

    Jerzy Łazewski w swej roli był na tyle autentyczny, że w ciągu trwania spektaklu miało się wrażenie, iż ogląda się po trosze samego siebie, po trosze swego przyjaciela, znajomego, sąsiada – słowem otaczających nas każdego dnia ludzi, zwykłych, przeciętnych, często szarych, z których każdy nosi w swym wnętrzu coś niepokojącego, wyimaginowanego, ale także literackiego.
    Najbardziej niepokojący w tym wszystkim jest jednak nadmiar świadomości wpędzający czasami w stany chorobowe. W takiej właśnie gorączce błądził po scenie Jerzy Łazewski, tańcząc z płaszczem, jedząc czekoladki, tłukąc walające się po scenie filiżanki, siedząc na połamanym krześle i myśląc, nieustannie myśląc…

    – Monodram jest wyzwaniem nie tylko dla grającego, jest wyzwaniem także dla widza, który cały czas musi podążać za jedynym na scenie aktorem. Nie zawsze się ta współpraca udaje. Starałem się zagrać specjalnie dla tego widza, trochę wolniej, precyzyjniej cedząc słowo, w końcu dla wielu zgromadzonych na sali osób języki polski jest drugim językiem. Chciałem pokazać publiczności człowieka z tłumu, takiego, którym targają sprzeczności, wątpliwości, jest upokarzany lub tylko mu się tak wydaje, jest przede wszystkim zagubiony w społeczeństwie. Dużo z tej postaci tkwi we mnie, wiele podobnych niepokoi – mówi w rozmowie z „Dziennikiem” Jerzy Łazewski.

    Przygoda aktora z dziełami Dostojewskiego zaczęła się jednak dużo wcześniej, jeszcze w Teatrze Studio po okiem Jerzego Grzegorzewskiego, gdzie zwrócił na siebie uwagę rolą księcia Myszkina, tytułowego „Idioty” Dostojewskiego, wówczas zaczęła się fascynacja literaturą tego twórcy.

    – Gdy Gosia Szyszka przyszła do mnie z pomysłem zrobienia monodramu, od razu zaproponowałem Dostojewskiego. Jego literatura już wtedy we mnie żyła. Dlatego tak chętnie wcieliłem się w rolę urzędnika, niespełnionego artysty, człowieka, który nie przestaje myśleć, który cały czas jest rozgrzanym do gorąca mózgiem, wszystko analizującym – przez to gubiącym się – dodaje Jerzy Łazewski.

    Pocięta na kawałki antyfabuła spektaklu, oprawiona w skromne środki wyrazu, czasami zanurzona w odgłosy kroków, nerwowych, zamaszystych pociągnięć ołówkiem po papierze, spinacza przebijającego kartkę czy śpiew – budowała nastrój powagi i skupienia. Dopiero po zejściu aktora ze sceny publiczność, jakby wybudzona z ciężkiego snu, wzięła udział w drugiej części spotkania, w czasie której składano datki na cel charytatywny.
    – Medical Aid for Poland Fund zamierza w przyszłości zainicjować cykl imprez, podczas których będą zbierane datki na pomoc szpitalom i hospicjom w Polsce. Dzisiejsza została poświęcona pamięci niezwykłego człowieka, emigracyjnego działacza – Olgierda Stepana, zmarłego w ubiegłym roku w hospicjum w Krakowie, które podczas dzisiejszego spotkania pragniemy wesprzeć. Jednak dzisiejsze spotkanie to efekt przede wszystkim hojności i dobrych intencji Polaków, którzy bez względu na wiek czegoś w życiu poszukują. Chcemy pobudzać wśród ludzi te dobre intencje. Składam również wielki hołd Jerzemu Jaroszowi i Hani Groszek, za ich pełną pasji i poświęcenia pracę – podkreśliła inicjatorka wieczoru Agnieszka Żebrowska.

    Tymczasem na uczestników sobotniego spotkania czekała jeszcze jedna atrakcja. Tym razem to oni mogli stać się bohaterami pewnego przedsięwzięcia i przed okiem kamery odpowiedzieć na kilka trudnych pytań.

    – Niezależnie od dzisiejszego spektaklu postanowiliśmy wykorzystać spotkanie z Polakami w Londynie także do przygotowywanego właśnie reportażu, który zostanie pokazany jesienią podczas Festiwalu Dostojewskiego w Warszawie. Idea projektu zakłada, że w ramach działań przedfestiwalowych zadajemy obywatelom różnych społeczeństw, różnych państw pytania dotyczące wolności – czym dla nich jest, czy coś ich ogranicza, czy wolność zależy od kraju, w którym przebywają. Ciekawi nas, czy definicja poczucia wolności będzie identyczna dla przedstawicieli różnych państw, czy nie. Potem połączymy te wypowiedzi w krótkie etiudy filmowe i zaprezentujemy je w ramach Festiwalu, który będzie przebiegał pod hasłem „Tak sobie chodzę i nikt mi nie może zabronić”, zapożyczonym z Dostojewskiego – mówiła reżyser Małgorzata Szyszka.

    Ponad sto osób zebranych w sobotni wieczór w Ognisku Polskim swym wsparciem szczytnego celu udowodniło, że wolność ich wyboru nie jest niczym ograniczana, że chętnie przeglądają się w lustrze Dostojewskiego, a imprezy charytatywne w Londynie, zwłaszcza w polskiej jego części, są warte zachodu. Przecież symboliczne pięć funtów, które każdego dnia przecieka nam przez palce mogą być ogromnym wsparciem dla kogoś, kto cierpi, umiera lub walczy z chorobą, i swym heroizmem próbuje nas wyleczyć z ignorancji.
    Aleksandra Wiśniowska „Gazeta Polska” Londyn czerwiec 2005