Siedem nieb patriarchy Henocha

20170303_092511

 

Siedem nieb patriarchy Henocha

Monodram Jerzego Łazewskiego, którego podstawą jest  apokryf – tzw. Słowiańskiej Księgi Henocha jest prezentację podróży biblijnego patriarchy do siódmego nieba. Apokryf ten to żydowski tekst początków naszej ery, czasu życia i działalności Jezusa, zachowany jednak tylko w słowiańskim przekładzie z X wieku i bardzo ważny dla Kościoła Wschodniego, szczególnie jego ikonologii.

Ten niesamowity wizyjny tekst, pełen fascynujących opisów, jest znakomitym materiałem dramatycznym – patriarcha Henoch sam bowiem opowiada swoją wędrówkę przez siedem niebios. Obrazy te aż prosiły się o ich wizualizację w jakimś medium plastycznym. Tradycyjnie było to malarstwo ikon. Jako artysta, Jerzy Łazewski zajmuje się również rzeźbą, przenosi je na inny środek wyrazu – ceramikę. Aktor prezentuje własnoręcznie wykonane ikony ceramiczne, które stanowią główny element scenograficzny tego przedstawienia.

Opowieść o Henochu jest pretekstem do głębszej refleksji nad najważniejszymi problemami moralnymi. Temat ten traktowany jest jako ważny mit naszej kultury i pasjonujący przekaz niezwykłych przygód patriarchy Henocha: od wizji aniołów, którzy go porywają do tronu Bożego, gdzie otrzymuje wgląd w księgi niebiańskie, aż po scenę pouczenia ludzi przez Najwyższego na temat tajemnic świata.

opracowanie tekstu i scenografia: Jerzy Łazewski

opieka artystyczna: Szczepan Szczykno

kostiumy: Hanna Mrozowska

konsultacje naukowe i artystyczne: prof. Paweł Janiszewski, Anna Wszyndybył

występuje: Jerzy Łazewski

 

_MG_3330

 

Siedem nieb patriarchy Henocha – tekst monodramu na motywach Słowiańskiej Księgi Henocha. Żeby przeczytać kliknij tu.

 

 

Poniżej prezentuję ikony ceramiczne siedmiu niebios specjalnie wykonane do przedstawienia :Siedem nieb patriarchy Henocha”.

_MG_3349

 

 

_MG_3220_MG_3344

20170911_110938

_MG_334220170313_140642

 

SONY DSC

_MG_3294

_MG_3263

_MG_3246

plakat _Siedem nieb (Kopiowanie)

 

Projekt zrealizowany w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

mkidn_01_cmyk

Siedem nieb patriarchy Henocha

 

Scenariusz teatralny na motywach Słowiańskiej Księgi Świętych Tajemnic Henocha

 

 

Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go;  stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę „ludzie”.

Gdy Adam miał 130 lat, urodził mu się syn, podobny do niego, jako jego obraz, i dał mu na imię Set. A po urodzeniu się Seta żył Adam 800 lat i miał synów oraz córki. Ogólna liczba lat, które Adam przeżył, była 930. I umarł.  Gdy Set miał 105 lat, urodził mu się syn Enosz. A po urodzeniu się Enosza żył 807 lat i miał synów oraz córki. I umarł Set, przeżywszy ogółem 912 lat. Gdy Enosz miał 90 lat, urodził mu się syn Kenan. I żył Enosz po urodzeniu się Kenana 815 lat, i miał synów oraz córki. Enosz umarł, przeżywszy ogółem 905 lat. Gdy Kenan miał lat 70, urodził mu się Mahalaleel. A po urodzeniu mu się Mahalaleela żył Kenan 840 lat. Gdy Mahalaleel miał 65 lat, urodził mu się syn Jered. A po urodzeniu się Jereda żył 830 lat i miał synów i córki. Gdy Mahalaleel miał ogółem 895 lat, umarł. Gdy Jered miał 162 lata, urodził mu się syn Henoch.

 

Przybycie aniołów

 

HENOCH

- Wielkie drżenie zapanuje aż po krańce ziemi. Wysokie góry będą topnieć jak wosk przed ogniem.  Ziemia pogrąży się w ciemności, a wszystko, co się na niej znajduje, ulegnie spustoszeniu! Ziemia zostanie zniszczona!!!  – W płaczu zawołałem zrywając się z łoża. Ja, Henoch mający 365 lat. Straszliwa wizja zagłady ukazała mi się tak wyraźnie, że w jednej chwili rozwiała resztki snu z moich powiek. A nie mogłem zrozumieć tego widzenia, ani pojąć, co mnie czeka. I wtedy zjawili się dwaj niezwykli mężowie. Dwaj niezwykli mężowie mieli na sobie mieniące się szaty w kolorze purpury. Ich twarze świeciły jak słońce, oczy ich lśniły jak płonące pochodnie, a z ust ich z każdym słowem wydobywały się skry ognia. Mieli skrzydła, które jaśniały niczym złoto. Choć chwyciła mnie obawa, wstałem pośpiesznie i oddałem im pokłon. To nie był sen. Widziałem ich wyraźnie.

Moja twarzy chyba zdradzała przerażenie, gdyż jeden z mężów uniósł śnieżnobiałą dłoń i rzekł do mnie:

ANIOŁ BIAŁY

Nie lękaj się, Henochu! Zachowaj odwagę, bo wiedz, że odwieczny Pan przysłał nas po ciebie! Oto dziś uniesiemy ciebie do nieba.

ANIOŁ CZARNY

Powiedz swym synom i całej swojej rodzinie wszystko, co powinni czynić tu pod twą nieobecność. A niech nikt cię tu nie szuka, dopóki Pan nie zwróci im ciebie.

 

(W dalszej części tekstu kursywą wytłuszczoną oznaczony jest ANIOŁ CZARNY, kursywa zwykłą ANIOŁ BIAŁY)

 

I tak jak mi zostało polecone, przywołałem mych synów: Matuzalema, Regima i Gaidada, i oto obwieściłem im wszystkie te cuda, które owi mężowie zapowiedzieli.

 

 Pożegnanie

HENOCH

Słuchajcie, moje dzieci, nie wiem, dokąd podążę, ani co mnie teraz spotka. Dlatego, moje dzieci, mówię wam: miłujcie sprawiedliwość i nie łączcie się z ludźmi o podwójnym sercu. A teraz, moje dzieci, niech nikt mnie nie szuka, dopóki Pan nie wróci mnie do was.

I stało się, owi mężowie wezwali mnie do  siebie. A ja im rzekłem – Czyńcie, jak wam się podoba, jestem w waszej mocy.

I oto unieśli mnie na swych skrzydłach i postawili na obłokach, które się ugięły pod moimi stopami.

 

Wstępowanie Henocha do Boga

Pierwsze niebo

Gdzieżeście mnie przywiedli?

A oni odparli – Henochu, jesteśmy w pierwszym niebie. Spójrz, oto nad sobą widzisz powietrze, jeszcze wyżej eter, a tu ogromne morze, jakiego nie ma na całej ziemi.

A potem pokazali mi stu aniołów -władców gwiezdnych rozkazów, którzy żeglując na swych skrzydłach, oblatywali zbłąkane gwiazdy i planety.

I widziałem tam zbiorniki śniegu, gradu, szronu i rosy.

I poznałem tajemnicę rozprowadzania wiatrów, które wieją na ziemi i  podtrzymują obłoki.

I widziałem ducha deszczu wyruszającego ze swego spichlerza. I zbiorniki chmur, którymi zarządza. Obłoki stąd wychodzą i tam powracają.

I ujrzałem błyskawice, posłuszne anielskim rozkazom. Aniołowie o urodzie najpiękniejszych ziemskich kwiatów przywołują błyskawice po imieniu, a one ich słuchają.

I z zapartym tchem patrzyłem, jak z wielką ostrożnością owi aniołowie kładą na wagi: wiatr, chmury i błyskawice. Spytałem – W jakim celu to robicie?

Odrzekli mi z powagą – Otrzymaliśmy bardzo odpowiedzialne zadanie, bowiem po dokładnym zważeniu tych substancji, rozsyłamy je po całej ziemi, aby się nie zachwiała pod ich ciężarem. Tak oto, opiekujemy się ziemią, która pokornie przyjmuje nasze dary. Na te słowa rzekłem -Ale…

 

Drugie niebo

… Ale w jednej chwili owi mężowie chwycili mnie i wynieśli w górę i postawili w drugim niebie.

I pokazali mi niekończącą się ciemność! I szliśmy. W mroku. A gdy z każdym krokiem, brnęliśmy w ciemność, dochodził do mych uszu narastający szczęk uderzeń łańcucha. A gdy hałas stał się już nie do zniesienia, dostrzegłem majaczące sylwetki aniołów. O, jakże innych od cudownych istot z pierwszego nieba.

A kiedy zbliżyłem się do nich niemal na wyciągnięcie ręki, oni gwałtownie zwrócili ku mnie swe oblicza o ciemnych spojrzeniach, ciemniejszych niż najciemniejsza ziemska ciemność. A potem rozległo się ich straszliwie rozdzierające zawodzenie. Skarżyli się na swój los. Lecz skoro się jęki podniosły, anioł siedzący na szczycie skinął skrzydłami i uciszył je.

Zapytałem mężów, którzy przywiedli mnie tu: – Dlaczego ci aniołowie są tak nieustannie dręczeni? Dlaczego są skuci kajdanami? Dlaczego tak lamentują?

Odparli mi –Henochu, o kogo pytasz? O kogo tak troskliwie rozpytujesz? Kto poruszył czułą strunę twego sumienia? Albowiem są to ci, którzy wyparli się Boga, którzy nie byli posłuszni Jego rozkazom, lecz spełnili własną wolę. I odpadli. Udpadli wraz ze swym księciem Satanailem i z tymi, którzy są strzeżeni w piątym niebie i oczekują wielkiego sądu.

 Westchnąłem tylko - W piątym niebie!

A wtenczas zazgrzytały łańcuchy, bo ciemni aniołowie padli na kolana przede mną błagając ze łzami – Mężu Boży, módl się za nami do Pana.

A ja odrzekłem:- Kimże ja jestem, człowiek śmiertelny, abym się modlił za… aniołami? Bogdaj mnie taki los ominął! Kto wie, dokąd sam pójdę i co mnie spotka i kto się za mnie modlić będzie?

 

Trzecie niebo

A wtedy owi mężowie zabrali mnie stamtąd i zaprowadzili jeszcze wyżej do trzeciego nieba. I tak oto znalazłem się w samym sercu raju pod drzewem życia. Cóż to za drzewo?! Piękniejsze nad wszelkie stworzenie. Obsypane cudownymi kwiatami i dojrzałymi owocami o niezwykłej woni.

Ze wszystkich stron promienieje złocistym blaskiem purpury. Ogarnia ono cały raj, który leży pomiędzy zniszczalnym a niezniszczalnym.

Biją stąd dwa źródła. Jedno wydaje miód i mleko. Drugie oliwę i wino. Te dwa strumienie, które rozdzielając się na cztery odnogi, toczą swe wody spokojnie, opływając ogród Edenu.  Całe to miejsce jest błogosławione. Trzystu aniołów światła strzeże raju. Śpiewają Panu natchnione pieśni, które nigdy nie cichną. I rzekłem – Jakże tu jest pięknie!

- O, Henochu, to miejsce jest przygotowane dla sprawiedliwych, którzy znoszą wszelkiego rodzaju próby: odwracają oczy od nieprawości, sprawiedliwie sądzą, rozdają chleb głodującym, nagich przyodziewają, którzy podnoszą upadłych i dają pomoc skrzywdzonym, którzy podchodzą przed oblicze Pana i służą tylko Jemu. Tym wszystkim przygotowane jest to miejsce na wieczne dziedzictwo.

- Henochu, to niebo kryje jeszcze jedno oblicze… Chodźmy dalej.

I powędrowaliśmy na północ od Edenu w miejsce straszne. Krainę tę zaczęła nagle wypełniać ciemność. Uczułem dotkliwe zimno, stąpałem bowiem po śniegu i lodzie. Ciemności tak się zagęściły, że widziałem jedynie poświatę złotych szat mężów, którzy mnie prowadzili. Tak przemierzaliśmy wieczną noc, gdy naszą drogę przecięła przerażająca rzeka. Jakże ją opisać? Prawy jej brzeg był straszny z powodu szalejących płomieni, lewy za sprawą gwałtownego gradu i mrozu przeszywającego wszystko. Rzeka była wypełniona duszami ludzi, które rzucane były z brzegu na brzeg jakby uderzeniami burzy. Kiedy nie mogły znieść siły piekielnego żaru, przeskakiwały, nieszczęsne, w miejsce srogiego zimna; a nie znajdując tam ulgi, znowu skakały w środek niegasnącego ognia. A bezlitośni Aniołowie Kary o obliczach podobnych do zgaszonych pochodni i oczach jak pożar, zadawali potępionym surowe męki ostrymi mieczami.

Mężowie, gdzieżeście mnie przywiedli?

Henochu, miejsce to zostało przygotowane dla bezbożnych, którzy zło czynią na ziemi, potajemnie kradną dusze ludzkie, uciskają biednych, bogacą się cudzym kosztem, którzy morzą głodem, a nagich zamiast okryć, zdzierają z nich resztki odzienia. Nie poznali swego Stwórcy. Tym wszystkim przygotowane jest to miejsce na wieczne dziedzictwo.

I rzekłem:- Ach mężowie, oto pokazaliście mi piekło i raj. Jakaż kraina niebieska mnie jest pisana?

 

Czwarte niebo

   Ale mężowie nic nie odpowiedzieli, tylko unieśli mnie na swych skrzydłach do czwartego nieba. Tam ukazali mi wszystkie obroty Słońca, Księżyca i innych ciał niebieskich.

- Spójrz, Henochu, oto wielkie bramy, na wschodzie i na zachodzie, przez które Słońce i Księżyc przechodzą o zwykłych porach. I tak Księżyc obchodzi wszystkie swe bramy, aż do ostatnich na zachodzie, poczym ze swym światłem przemierza ku wschodnim.

A potem ujrzałem rydwan ze Słońcem. Ciągną go dwunastoskrzydłe duchy feniks i chalkedra – kształtem przypominające lwa, ale głowę, nogi i ogon mają jak u krokodyla. Towarzyszą mu cztery wielkie gwiazdy po prawej stronie rydwanu słonecznego i tyleż samo po lewej. A każda z nich ma pod sobą tysiąc pomniejszych gwiazd. I podążają one za Słońcem. Rydwan ten pędzi jak wicher z zadziwiającą wprost szybkością. We dnie rydwanowi wtóruje czternaście miriad aniołów, a także tysiące sześcioskrzydłych. Te zastępy anielskie podążają za  zaprzęgiem krzesząc ogień.

Gdy Słońce zachodzi czterystu aniołów zdejmuje mu złocistą koronę i odnosi Panu. Słońce natomiast zawraca na swym wozie i porusza się bez światła przez siedem wielkich godzin nocy. O ósmej zaś godzinie owych czterystu aniołów przynosi koronę i ponownie koronuje Słońce. Wtedy feniks i chalkedra intonują pieśni. Dlatego też wszystkie ptaki ziemskie o tej godzinie zaczynają uderzać skrzydłami śpiewając: – Niech Dawca światła nadejdzie, aby całemu światu udzielić blasku! Pojawia się wtedy anioł Jutrzenki i ukoronowane Słońce wschodzi nad powierzchnią Ziemi.

Rzecz zdumiewająca! W czasie wędrówki po czwartym niebie nieustannie towarzyszyły nam zachwycające głosy anielskich zastępów, które sprawowały służbę Panu. Aniołowie przygrywali sobie na bębenkach, cymbałach i trąbkach. Ta muzyka radowała mą duszę napełniając serce miłością.

 

Piąte niebo

I tak ukołysanego niebiańskimi chórami, wzięli mnie owi mężowie na swe skrzydła i ponieśli w dalszą podróż.

I tu oto uderzyła mnie martwa cisza piątego nieba. Nie sprawowano tu liturgii. Moim oczom ukazały się niezliczone zastępy ponurych istot, przypominających ludzi, lecz wzrostem  przewyższających największych olbrzymów. Oblicza ich skrywał smutek, a ich usta milczały jak głaz.

I rzekłem – Ach, to te mroczne istoty potęgują poczucie głuchej ciszy. Kimże oni są?

A wtedy mężowie owi odrzekli: – Są to Czuwający, zwani  Grigorii – aniołowie, którzy odwrócili się od Pana. Jest ich pięćset miriad. A ich księciem jest Satanail, czyli ten, który odstąpił od Boga. A ci, którzy poszli ich śladem, zostali uwięzieni. Widziałeś ich w drugim niebie skutych łańcuchami.

- Ale powiedzcie, o mężowie, czym właściwie się splamili? 

-Ach, Henochu… Grigirii zostali zesłani na ziemię, aby nauczać potomstwo ludzi. Jednakże tam zapałali zgubnym pożądaniem do pięknych córek ludzkich i zaczęli z nimi utrzymywać grzeszne stosunki. Ze związków tych zrodzili się giganci oraz potwory i demony.  Dlatego Bóg ukarał ich wielkim sądem. A oni oskarżyli swych braci z drugiego nieba i dlatego będą cierpieć niewyobrażalny wstyd w wielkim dniu Pańskim. A teraz zżera ich smutek, tęsknota i wyrzuty sumienia z powodu obarczenia winą swych braci.

Więc rzekłem Grigoriom: – Widziałem waszych braci, ich uczynki i męki, i słyszałem ich wielkie prośby. I modliłem się za nich. Jednak Pan skazał braci waszych na karę przebywania pod ziemią do czasu, aż cały świat stworzony przeminie na wieki.

Na te słowa Grigorii pogrążyli się w jeszcze większym smutku, a cisza zdawała się być jeszcze bardziej przejmująca.

Wtedy zwróciłem się do nich, przerywając milczenie: – Dlaczego bezczynnie czekacie na braci waszych, a nie sprawujecie liturgii przed obliczem Pana, aby ustał Jego gniew?

A wtedy kilku z nich zaczęło coś szeptać do siebie. I zrobiło się niemałe zamieszanie i tłum powoli ustawił się w wielkie chóry. A potem donośnie zagrały trąbki, i Grigorii zaczęli zgodnie, miarowo śpiewać z nadzieją na wysłuchanie.

 

Szóste niebo

Ich żałosne głosy wzniosły się przed oblicze Pana.

Czy zostali wysłuchani? Czy Pan ulitował się nad nimi? Czy ich bracia będą mogli im przebaczyć? Ale wtenczas towarzyszący mi mężowie, przerwali moje rozmyślania i wzięli mnie do szóstego nieba.

Nade mną rozpostarł się firmament usiany gwiazdami jakby gigantycznymi mrugającymi oczami. Nieboskłon rozpływał się w takiej feerii barw, jakiej nie tylko nigdy nie widziałem, lecz także nawet sobie nie mogłem wyobrazić. Wszystkie te niespotykane  kolory wirowały płynnie w różnych kierunkach.

O, mężowie, nie widziałem nic jaśniejszego i nic piękniejszego na ziemi, może prócz słońca, może prócz migocących gwiazd.

Henochu, jesteśmy w siedzibie sześciu hufców archaniołów jaśniejących w chwale. Rządzą oni światłami gwiezdnymi, biegiem Słońca i fazami Księżyca. Mają we władzy wojska niebieskie i wszelkie niebiańskie i ziemskie stworzenia. Spójrz na te sześć gwiazd niczym płonące góry. Zostały strącone, za to, że nie wzeszły o wyznaczonej porze.

A potem zobaczyłem anioły wszystkich dusz ludzkich. Zapisują oni całe życie i każdy uczynek przed obliczem Pana. Ustanowieni są nad czasami i nad latami, nad rzekami i morzami, nad plonami ziemi i wszelką trawą. Udzielają pokarmu każdej żywej istocie.

Aniołom tym towarzyszą chóry złożone z sześciuset feniksów, tyluż cherubów i istot sześcioskrzydłych. Wszystkie te chóry zgodnie śpiewają. Ale ich śpiewu nie podejmę się opisać; przy tej wielości dźwięków, tonów, barw oraz harmonii, która je połączyła.

- Henochu, zbliża się kres naszej wędrówki!

 

Siódme niebo

I owi mężowie zanieśli mnie do siódmego nieba.

I ujrzałem tam ogromne światło bijące od zastępów Archaniołów, Cherubów, Serafinów, Wielookich, Sześcioskrzydłych, a także oddziałów niebieskich Ofanim, Potęg, Cnót, Tronów.

I oto, gdy stanąłem przed nimi, wszyscy aniołowie skupili wzrok swój na mnie, a ja zadrżałem i zamarłem wobec blasku ich oczu i piękna ich twarzy. Żaden człowiek przecież nie widział, tego co mnie dane było zobaczyć.

A przywróciwszy mi oddech rzekli chórem – Bądź dobrej myśli, Henochu, nie lękaj się. I z daleka ukazali mi Pana siedzącego na wysokim tronie zwanym Arabot, czyli gęste chmury. I zastępy niebieskie wchodzące na stopnie tronu, które łagodnym głosem intonowały- Święty, święty, święty Pan Sabaot! Niebo i ziemia pełne są Jego chwały!

A wtedy mężowie owi rzekli do mnie: -Henochu, tylko do tego miejsca mieliśmy polecone, by z tobą podróżować. I w jednej chwili odeszli.

Pozostałem, więc sam jeden otoczony nieprzebranym tłumem aniołów. Upadłem na twarz, powtarzając sobie: -Biada mi, biada, po trzykroć biada! Co mi się przytrafiło?

I wtedy Pan posłał do mnie jednego ze swych Chwalebnych – Archanioła Gabriela. – Bądź dobrej myśli, Henochu! Nie lękaj się! Wstań i chodź ze mną. Pozostań przed obliczem Pana na wieki.

A ja odparłem: – Ależ Gabrielu, przywołaj, proszę, tych dwóch mężów, którzy mnie tu przynieśli. Zaufałem im. Ale Gabriel, niepomny mych błagań, uniósł mnie jak liść niesiony wiatrem i postawił przed obliczem Pana.

I ujrzałem Pana twarzą w twarz. Twarz cudowną, a jednocześnie budzącą trwogę. Kimże ja jestem, abym mógł opisać niepojętą istotę Boga? Jego niewyrażalnie piękne oblicze oraz zgromadzony wielooki i wielogłosowy chór? Któż wypowie wielkość Jego chwały? Padłem i żarliwie modliłem się.

A Pan przemówił do mnie: – Bądź dobrej myśli, Henochu. Nie lękaj się. Powstań i pozostań przed moim obliczem na wieki.

A później przemówił do swych sług, jakby chciał ich wypróbować: – Czy Henoch mógłby pozostać na zawsze przed moim obliczem? A Chwalebni pokłonili się Panu i odrzekli: – Mógłby, Panie, wedle Twego słowa.

A potem Pan rzekł do Archanioła Michała: – Zdejmij z Henocha ziemskie szaty, namaść go moją oliwą i oblecz go w szaty mej chwały.

Archanioł Michał uczynił tak, jak mu Pan nakazał. A ja nie mogłem się nadziwić słonecznym blaskiem tej oliwy i jej zapachem niczym mirry. Zrozumiałem, że otrzymałem dar nieśmiertelności, jak Jego Chwalebni.

A potem Pan przywołał jednego ze swych archaniołów, imieniem Brebeel, co oznacza: Bóg stworzył go w sobie. Brebeel był bardziej biegły w mądrości od innych archaniołów, bowiem spisywał wszystkie dzieła Pana.

- Przynieś księgi z mego archiwum i objaśnij je Henochowi – rzekł Pan. Brebeel pouczał mnie przez trzydzieści dni i przez trzydzieści nocy. Tłumaczył mi wszystkie sprawy nieba i ziemi. A ja z pokorą, wiernie spisałem to w trzystu sześćdziesięciu sześciu księgach.

 

Powrót Henocha na ziemię.

Po trzydziestu dniach Pan wezwał mnie znowu i rzekł: – I rzekł Pan: – Henochu umiłowany, weź księgi, które sam spisałeś i wracaj na ziemię. Niech dzieci twoje czytają je i poznają mnie, jako Stwórcę Wszystkiego. Po trzydziestu dniach poślę po ciebie moich aniołów i zabiorą cię od twych synów do mnie. Bowiem dla ciebie jest przygotowane miejsce po mej lewicy wraz z Gabrielem i odtąd będziesz przed moim obliczem na wieki.

I rzekł Pan do owych mężów, którzy mnie uprzednio przywiedli: -Teraz Henoch może z wami powrócić na ziemię. Zaczekajcie na niego do ustalonego dnia. Oni zaś złożyli mnie nocą do mego łoża.

- A kiedy ocknąłem się, zobaczyłem Matuzalema – mego najmłodszego syna. Czekał na moje przybycie, dniem i nocą trzymając straż przy moim łożu. I rzekłem do niego: – Matuzalemie, niech się zgromadzą wszyscy moi domownicy, bo mam im wiele do powiedzenia.

 

 

Projekt został zrealizowany w ramach stypendium z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.